Stoimy u progu Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Igrzysk szczególnych – odartych z atmosfery wielkiego sportowego święta przez liczne obostrzenia, odbywających się przy pustych trybunach. Igrzysk szczególnych dla polskiej siatkówki, bowiem ze startem drużyny mistrzów świata Vitala Heynena wiążemy uzasadnione medalowe nadzieje. Właśnie o Igrzyskach porozmawiamy z trenerem IM Faurecia Voley Jelcz-Laskowice Krzysztofem Janczakiem, olimpijczykiem z IO Atlanta 1996. Trenera zapytamy o olimpijskie wspomnienia, medalowe prognozy, pracę z Kadrą Polski rocznika 2008  oraz zbliżający się sezon rozgrywek 2 Ligi. Zapowiada się bardzo ciekawie - chyba nie musimy namawiać Was na lekturę?  

 ab

 

Red. 23 lipca rozpoczną się Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Jako olimpijczyk pewnie czekasz na tą imprezę i ma ona dla Ciebie szczególne znaczenie? Jaka była twoja droga na Igrzyska Olimpijskie w Atlancie?

KJ. Tak, Igrzyska Olimpijskie to impreza jedyna w swoim rodzaju, wykraczająca swoim wymiarem daleko poza płaszczyznę sportowej rywalizacji. Droga każdego sportowca na Igrzyska to wiele lat sportowej kariery, czyli codziennego wysiłku wkładanego w treningi. Nasza droga jako drużyny na Igrzyska też była bardzo długa. Walcząc o bilety olimpijskie i wyjazd na Igrzyska w Atlancie przeszliśmy ścieżkę prowadzącą przez greckie Patras, gdzie rozgrywany był turniej kwalifikacyjny do Igrzysk. Rywalizowaliśmy tam z drużynami Hiszpanii, Japonii i ekipą gospodarzy, a z turnieju olimpijską przepustkę uzyskiwała tylko najlepsza drużyna. Najtrudniejszy mecz stoczyliśmy z Grekami (3:2) i wygrany tie-break sprawił, że zagraliśmy w Atlancie. Było to duże wydarzenie dla polskiej siatkówki, bo zespół prowadzony przez trenerów Wiktora Kreboka i Grzegorza Rysia wywalczył pierwszy awans na Igrzyska od 1980. Ponadto byliśmy w Atlancie jedynymi reprezentantami Polski w rywalizacji zespołowej.

Red.  W 1996 roku uczestniczyłeś w Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie jako młody 22-letni siatkarz. Jak traktowałeś szansę olimpijskiej rywalizacji wtedy i jak spoglądasz na nią z perspektywy czasu?

KJ. Skład olimpijskiej drużyny był bardzo młody. Wszyscy traktowaliśmy to jako życiową szansę. Przygotowując się do Igrzysk trenowaliśmy bardzo mocno, po 3 razy dziennie. Para trenerów Krebok i Ryś przygotowywała nas mocno pod względem wytrzymałościowym. Okazało się, że znalazłem się w 12-osobowym składzie lecącym do Atlanty. Było to bardzo duże wyzwanie. Przede wszystkim byłem młodym zawodnikiem, podobnie jak większość kadry. To były pierwsze momenty, w których tak naprawdę dojrzewaliśmy do przyszłego grania. My jeszcze nie byliśmy w pełni ukształtowanymi zawodnikami. Zresztą 1996 roku siatkówka, zarówno ta reprezentacyjna jak i klubowa, znajdowała się na zupełnie innym poziomie organizacyjnym w porównaniu z aktualną sytuacją. W Polsce graliśmy na 1-2 dużych obiektach, były to hale Urania w Olsztynie i hala w Częstochowie. Inne hale ligowe odbiegały warunkami, były to małe sale. Wyjście na pierwszy mecz w Atlancie było zderzeniem z innym światem.

 

mxvbnrt3q5oedp6uo5jwdpng4ox7woe8

 

Red. To zderzenie musiało być mocne, skoro w pierwszym meczu turnieju mierzyliście się z Amerykanami?

KJ. Ogrom hali, ilość kibiców sparaliżował poniekąd nas wszystkich. Ale tak jak mówiłem były to początki, pierwszy awans na Igrzyska Olimpijskie od 1980 roku. To był początek odradzania się polskiej siatkówki. Było to niesamowite przeżycie, ale nie ukrywam, że byliśmy nie do końca ukształtowanymi siatkarzami. Mówię oczywiście ze swojej perspektywy. Ta młodość powodowała, że mieliśmy sporo stresu.

Red. Z tym stresem w późniejszych etapach karier radziliście sobie o wiele lepiej. Uważasz, że doświadczenie z Atlanty pozwoliło Wam rozwijać swoje kariery?

KJ. Na pewno. Ja mogę mówić o sobie, ale moi koledzy z drużyny zgodnie stwierdzą, że to było coś co pchnęło nasze kariery do przodu. Dzięki obecności, grze na Igrzyskach uczyniliśmy duży postęp jeśli chodzi o rozwój polskiej siatkówki, który po 1996 roku przyśpieszył. Powiem krótko to było niesamowite przeżycie. Oczywiście fajnie byłoby zdobyć medal. Nam się nie udało. Mało tego, na wszystkie mecze ugraliśmy tylko 1 seta. Polska siatkówka próbowała się wtedy wzbić do elit, w których znajduje się obecnie . Uważam, że sam awans na Igrzyska Olimpijskie to było coś wielkiego.

Red.  Oprócz rozgrywek ligowych siatkarze uczestniczą w imprezach mistrzowskich takich jak Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata. Czy Igrzyska Olimpijskie to dla siatkarzy coś szczególnego? Czy w Atlancie było czuć wyjątkową atmosferę tej imprezy?

KJ. Olimpijską atmosferę było czuć wszędzie. To było coś wspaniałego. Natomiast każdy sportowiec wyczynowy ma do wykonania na Igrzyskach swoją pracę. To nie jest tak, jak często jest przedstawiane, że Igrzyska to dla sportowców zabawa i wspólne imprezy w wiosce olimpijskiej. Oczywiście są momenty na relaks i chwilę luzu. Jednak codzienny trening, przygotowanie do następnego meczu wyzwala w nas takie poczucie, że my nie możemy się bawić. Musimy być skoncentrowani na tym co za chwilę nas czeka, na próbie wygrania następnego meczu. Tak naprawdę sportowiec dopiero gdy kończy się jego ostatni mecz, ostatni start zaczyna żyć w pełni tą atmosferą sportowego święta z całą jego otoczką.

Red. Nawiązując do Twojej odpowiedzi zapytam, czy śledziłeś występy reprezentantów Polski w innych konkurencjach? Czy był na to czas, żeby kibicować kolegom na innych olimpijskich obiektach? Dodam, że w Atlancie było co oglądać, bo Igrzyska przyniosły nam obfite medalowe plony.

KJ. Cała reprezentacja Polski mieszkała razem w jednym obiekcie. Na dole było takie miejsce, gdzie mogliśmy śledzić występy w poszczególnych dyscyplinach. Gdy ktoś zdobył medal wiadomo był jakiś mały torcik, brawa i gratulacje. Nie ukrywajmy, że jesteśmy w tym momencie jedną wielką rodziną i jeden drugiemu kibicuje i wspiera. Pamiętam walki Pawła Nastuli, Andrzeja Wrońskiego, Wojtka Bartnika. Wiem, że inni sportowcy mocno kibicowali nam jako siatkarzom. Byliśmy tam jedyną drużyną reprezentującą nasz kraj w sportach zespołowych i czuć było wsparcie kolegów i koleżanek z reprezentacji. Z naszą siatkarską reprezentacją w Tokio będzie pewnie podobnie, choć z ich startem wiązane są o wiele większe nadzieje. Ja bym nie chciał budować presji, mówić o tym, że wrócą do kraju z medalami, ale myślę, że to są zawodnicy, którzy mają przede wszystkim umiejętności i faktycznie ich start może być zwieńczony medalem. Życzę im tego z całego serca.

 

TS Faurecia Volley JL vs PKPS Siatkarz Bierutów 185

 

Red. O Igrzyskach w Tokio jeszcze porozmawiamy. Po zakończeniu kariery zawodniczej  pracujesz jako trener, zarówno w siatkówce seniorskiej, jak i młodzieżowej. Jak przez te 25 lat od Igrzysk w Atlancie zmieniła się nasza dyscyplina?

KJ. Generalnie organizacyjnie polska siatkówka jest na zupełnie innym poziomie. Lata lecą i we wszystkim idzie progres. Trzeba jednak zaznaczyć, że my przygotowując się do Igrzysk i na nich startując mieliśmy zagwarantowane warunki na miarę tamtych czasów i nie mogliśmy na coś narzekać. Teraz to wygląda zupełnie inaczej. Wymagania i standardy się podniosły. Teraz wygląda to znacznie bardziej profesjonalnie, zwłaszcza u podstaw piramidy szkoleniowej. Widzę to z perspektywy swojej pracy jako trener kadry Polski dziewcząt rocznika 2008. Aktualnie przebywam z kadrą na zgrupowaniu w Policach. Dziewczynki mają 13, 14 lat, a ja jak miałem 13 lat to jeszcze w siatkówkę nie grałem. Dzisiaj te zawodniczki są w dwuletnim, niejednokrotnie trzyletnim procesie szkolenia. One tak naprawdę mentalnie są przygotowane do tego co mają zrobić na obozie, chcą pracować. Nie ukrywam, że robimy tutaj po 3 razy dziennie treningi. Atmosfera w zespole jest świetna. Chyba jestem szczęściarzem, że trafiłem na taką ekipę. Moi współtrenerzy, którzy ze mną pracują to wspaniali faceci, fachowcy. Mamy nadzieję, że pomożemy wyselekcjonowanym do kadry dziewczynkom w rozwoju i dojściu do czegoś wielkiego, jak chociażby udział w Igrzyskach Olimpijskich.  Gdy za kilka lat zobaczę taką dziewczynkę na Igrzyskach to pewnie łezka w oku się zakręci.

Red. Ta łezka zakręci się pewnie już w Tokio, kiedy na parkiet wyjdzie zawodnik z którym kilka lat temu pracowałeś jako trener Victorii Wałbrzych Łukasz Kaczmarek?

KJ. Kiedy zaczynałem pracę jako trener w Wałbrzychu do drużyny sprowadziliśmy Łukasza Kaczmarka, wtedy zajmującego się siatkówką plażową. Łukasz rozpoczął wtedy przygodę z siatkówką halową, ze szczęściem dla polskiej siatkówki. Pewnie wtedy kiedy opowiadałem o mojej przygodzie z Igrzyskami to myślał sobie „ fajnie by było kiedyś pojechać”, a teraz te marzenia zrealizował, jest tam. Mam nadzieję, że przyjedzie z medalem, a ja jako trener życzę mu tego z całego serca.

Red. Wróćmy jeszcze do Atlanty. Moment, który do dziś najbardziej kojarzy Ci się z Igrzyskami?

KJ. Nigdy nie zapomnę pierwszego meczu z USA. Graliśmy przeciwko gospodarzom, przy wiwatujących amerykańskich fanach. Tak jak mówiłem ogrom hali i doping publiczności nas przytłoczył. Bynajmniej nas młodych członków ekipy: mnie, Damiana Dacewicza, Piotra Gruszkę, Roberta Prygla, Marcina Nowaka, Krzyśka Śmigla. „Poszły” hymny, na trybunach zaczęła się fala i głośne skandowanie USA, USA. A trzeba zaznaczyć, że na trybunach było szacunkowo 20 tysięcy kibiców. Co warto podkreślić żywiołowo reagujących. Włosy stanęły mi dęba. Popatrzyłem się na Damiana Dacewicza, który stał przy mnie. Zapytałem krótko „Ty też?”, a on tylko kiwnął głową. Byliśmy wtedy naprawdę mocno zestresowani (śmiech). Fajnie jest wrócić wspomnieniami do tamtych czasów.

Red. Igrzyska w Atlancie były bardzo udane dla Polski. Nasi sportowcy zdobyli wtedy 17 medali. Jakie są Twoje przewidywania? Czy w Tokio uda się przebić ten dorobek?

KJ. Mam taką kibicowską nadzieję. Oczywiście najmocniej ściskam kciuki za siatkarzy, którzy są w ścisłym gronie faworytów. Jednak mocnych ekip jest w turnieju olimpijskim kilka i newralgiczna będzie faza ćwierćfinałowa. Wierzę, że drużyna Vitala Heynena da sobie radę i sięgnie po olimpijski krążek.

 

179423130 873194303229084 6536994772847928135 n

 

Red. Ostatnie pytanie dotyczyć będzie klubowej siatkówki i zbliżającego się sezonu 2 Ligi. Co dzieje się aktualnie w IM Faurecia Volley Jelcz-Laskowice? Czy zaczęliście już przygotowania do sezonu?

KJ. Sezon rozgrywek II Ligi Siatkówki rozpoczniemy meczem z Chełmcem Wałbrzych 25 września. Będzie to dla mnie wyjątkowe spotkanie, bo jestem wałbrzyszaninem. Liczymy na dobry start sezonu i już na to pracujemy. Wspólne przygotowania i treningi halowe rozpoczniemy już za moment, w sierpniu. Natomiast aktualnie zawodnicy realizują indywidualne plany treningowe. Część zespołu trenuje w hali CSiR pod okiem Krzysztofa Pilawy i wykonują dobrą, ciężką pracę. Podoba mi się zaangażowanie zawodników i liczę, że tę pozytywną energię i etos pracy podtrzymamy i przełożymy na sukcesy w sezonie 2021/2022.

Red. Tego życzymy Trenerze i trzymamy kciuki!!!

Siatkarze i Siatkarki, wracamy do gry!! Trwająca od marca 2020 roku pandemia koronawirusa uderzyła w aktywnych fizycznie  mieszkańców naszej gminy, zabierając im możliwość korzystania z siłowni, hal i innych obiektów sportowych. Wydaje się, że najtrudniejszy okres mamy już za sobą ... więc przechodzimy do działania. Wspólnie z Burmistrzem Jelcza-Laskowic Bogdanem Szczęśniakiem zapraszamy Was do udziału w II edycji Jelczańskiej Ligi Siatkówki (JLS). Rozgrywki JLS będą szansą na powrót do zorganizowanego uprawiania sportu i rywalizacji dla mieszkańców Jelcza-Laskowic. Zorganizowana w roku 2019 pierwsza edycja rozgrywek cieszyła się dużym zainteresowaniem, gromadząc na parkiecie prawie 100 zawodników i zawodniczek z 9 zespołów.  Dlatego, kiedy powszechne "odmrożenie aktywności fizycznej" w  obiektach sportowych stało się faktem, podjęliśmy kroki zmierzające do organizacji następnej edycji Ligi. Liczymy, że na inauguracji zmagań spotkamy liczną grupę miłośników siatkówki, których w naszej miejscowości nie brakuje.  Doskonale pokazuje to zdjęcie z uroczystej dekoracji zwycięzców I edycji JLS.

 

65319729 1093986800791051 8159561774970961920 n

 

Rozgrywki II edycji JLS zostałyby podzielone na ligę kobiet i mężczyzn i odbywałyby w ciągu 3 dni w tygodniu (planujemy rozgrywanie przez każdą z drużyn 1 meczu w tygodniu). Do 2.06.2021 będziemy czekać na Wasze zgłoszenia do rozgrywek, a 4.06.2021 opublikujemy oficjalny terminarz rozgrywek. Poniżej przedstawiamy regulamin rozgrywek i czekamy na Wasze zgłoszenia!

 

Regulamin rozgrywek Jelczańskiej Ligi Siatkówki:

 

  1. Organizatorami rozgrywek Jelczańskiej Ligi Siatkówki są: Miasto i Gmina Jelcz-Laskowice, Towarzystwo Siatkarskie "Volley" Jelcz-Laskowice oraz Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice.
  2. Rozgrywki planujemy przeprowadzić w terminie 08.06.2021 - 01.07.2021. Każda z drużyn w ramach rozgrywek rozegra minimum 3 spotkania ligowe. Zależnie od liczby zgłoszonych drużyn i przyjętego systemu rozgrywek, możliwe jest rozegranie turnieju finałowego: 03.07.2021 - Final Four JLS Mężczyzn oraz 04.07 - Final Four JLS Kobiet.
  3. Rozgrywki odbywać się będą we wtorki, środy oraz czwartki w godzinach 20:00 - 22:00. Mecze odbywać się będą jednocześnie na 2 lub 3 sektorach hali sportowej Centrum Sportu i Rekreacji (ul. Oławska 46 Jelcz-Laskowice).
  4. Rozgrywki prowadzone będą przez Towarzystwo Siatkarskie "Volley" Jelcz-Laskowice. W trakcie rozgrywania spotkań zabezpieczona zostanie opieka medyczna oraz sędziowie.
  5. Planowany jest podział na Jelczańską Ligę Siatkówki Kobiet oraz Jelczańską Ligę Siatkówki Mężczyzn. Do utworzenia ligi w każdej kategorii potrzebne będą zgłoszenia 4 drużyn.
  6. W rozgrywkach JLS będą obowiązywać przepisy gry w piłkę siatkową PZPS (obowiązywać będą wysokości siatki dla kategorii seniorka/senior). Spotkania będą odbywać się do 3 wygranych setów (do 25 punktów).
  7. W rozgrywkach brać udział mogą wyłącznie Zawodnicy/Zawodniczki zgłoszeni do rozgrywek do 02.06.2021, wpisani na Listę zawodników przesłaną przez kapitana drużyny organizatorom rozgrywek. Maksymalna liczba zgłoszonych Zawodników/Zawodniczek to 12 osób.
  8. Do rozgrywek JLS może przystąpić maksymalnie 1 Zawodnik/Zawodniczka występujący w sezonie 2020/2021 w rozgrywkach 3 ligi lub ligi wyższej (wyłączając zawodników/zawodniczki do 18 roku życia).
  9. Drużyna zobowiązuje się do wpłacenia darowizny w wysokości 400 zł/drużyna na konto Towarzystwa Siatkarskiego "Volley" Jelcz-Laskowice (dane zostaną przekazane Kapitanom drużyn po zgłoszeniu zespołu do rozgrywek). Termin wpłaty wpisowego: 07.06.2021.
  10. Zawodnicy zgłaszając się do rozgrywek (podpisując Oświadczenie zawodnika/zawodniczki) oświadczają o braku przeciwskazań zdrowotnych do udziału w rozgrywkach. Druki Listy zawodników oraz Oświadczeń Zawodnika/Zawodniczki dostępne są tutaj: Lista zawodników Oświadczenie. Przekazanie Oświadczeń Zawodnika/Zawodniczki przed startem rozgrywek (przed pierwszym rozegranym meczem drużyny) stanowi warunek udziału Zawodnika/Zawodniczki w rozgrywkach JLS.
  11. Rozgrywki odbędą się z zachowaniem aktualnie obowiązujących przepisów związanych z pandemią koronawirusa, opublikowanych w Rozporządzeniach Rady Ministrów.
  12. Organizator zapewni odpowiednie, przewidziane  przepisami  prawa  powszechnego,  warunki  sanitarne  dla  uczestników  zawodów. Organizator zapewni punkt sanitarny zaopatrzony w środek odkażający na bazie alkoholu powyżej 60%. Uczestnicy meczu powinni ograniczać kontakty z innymi osobami do minimum. Zasady dotyczące dystansu społecznego powinny być również przestrzegane w zespołach.
  13. Organizator posiada prawo przełożenia lub odwołania rozgrywek, w przypadku wprowadzenia przepisów uniemożliwiających ich przeprowadzenie, związanych z pandemią koronawirusa.
  14. Decyzje w sprawach spornych i w przypadku wniesienia protestu przez drużynę podejmują Sędziowie Zawodów w porozumieniu z Organizatorem Rozgrywek (TS "Volley").

 

Prosimy Kapitanów drużyn o przesłanie zgłoszenia udziału (tj. wypełniona Lista zawodników) zespołu w rozgrywkach Jelczańskiej Ligi Siatkówki na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. do dnia 02.06.2021. W dniu 04.06.2021 ogłosimy (zależny od liczby zgłoszonych drużyn) przyjęty system rozgrywek oraz ich szczegółowy terminarz.

 

Liczymy, że na starcie rozgrywek spotkamy się z jeszcze większą grupą miłośników siatkówki niż w 2019 roku podczas I edycji JLS!! Do zobaczenia!!

 

 Fot. Tomasz Pawlicki Fotografia Sportowa

Debiutancki sezon w II Lidze Siatkówki Mężczyzn już za zawodnikami IM Faurecia Volley Jelcz-Laskowice. „Jelczańskie Lwy” stanęły na wysokości zadania i wywalczyły utrzymanie w rozgrywkach na przyszły sezon. Czy z tego sezonu można było wydusić więcej? W cyklu posezonowych reminiscencji poznacie opinie na ten, jak i  na wiele innych tematów, członków naszego klubu. Dziś przedstawiamy wywiad z kapitanem drużyny IM Faurecia Volley Marcinem Bielą.

 

144042778 3547388005372620 5885236471808363104 n

 

Red.  Debiutancki sezon IM Faurecia Volley w rozgrywkach był jednocześnie Twoim drugim sezonem w barwach naszego klubu. Przed sezonem zostałeś obdarzony zaufaniem w postaci kapitańskiej belki na koszulce. Czy czułeś jej ciężar podczas rozgrywek i czy miałeś obawy z tym związane przed startem sezonu?

Marcin Biela  W mojej siatkarskiej przygodzie już wcześniej pełniłem rolę kapitana, ale objęcie funkcji kapitana zespołu w historycznym debiutanckim sezonie było dla mnie szczególnym i bardzo ciekawym doświadczeniem.  Mogę podziękować, za okazane mi zaufanie i nominację do funkcji kapitana. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłem. Odnośnie ciężaru kapitańskiej belki chcę powiedzieć, że występując jako kapitan oczywiście czuje się odpowiedzialność. Było to dla mnie wyzwaniem, ale się go nie bałem. Uważam, że kapitan z racji sprawowanej funkcji nie powinien posiadać obaw, gdyż jego rolą jest stanowienie  punktu oparcia dla kolegów z zespołu i trenerów. I tak też starałem się w roli kapitana realizować.

 

Red.  Przejdźmy do oceny przebiegu sezonu. Możemy chyba podzielić go na 3 etapy: obiecujący początek, serię przegranych spotkań i progres w końcówce sezonu, który zaowocował utrzymaniem w II Lidze. Czy zgodzisz się z takim podziałem?

MB. Patrząc tylko i wyłącznie na suche, końcowe wyniki spotkań można takiego podziału dokonać. Taka ocena sezonu jest jednak mocno schematyczna i nie oddaje wielu zdarzeń, które nam się przytrafiły, takie jak liczne kontuzje czy konieczność przebywania na kwarantannie. Sezon rozpoczęliśmy dobrze jak na beniaminka rozgrywek. Wygrana z drużyną z Zielonej Góry (3:2) oraz urwany punkt Sobieskiemu Żagań (2:3) napawały optymizmem. W tym drugim meczu sprawiliśmy niespodziankę – siatkarze z Żagania za tydzień będą walczyć o awans do I Ligi. Później przytrafiła nam się zadyszka, z którą musieliśmy sobie poradzić … a zajęło nam to niestety aż kilka kolejek ligowych. Był to bardzo trudny czas, bo nie potrafiliśmy wygrać przez 9 spotkań. W tym czasie rozegraliśmy lepsze i gorsze mecze. Momentami nasza gra wyglądał w tych spotkaniach dobrze, a wynik cały czas był negatywny i schodziliśmy z boiska przegrani. Potrzebowaliśmy może czasu, żeby jako młody zespół się zgrać. Potrzebowaliśmy może jednego lub dwóch wygranych setów, które by nas pchnęły dalej i wprowadziły na zwycięską ścieżkę. Zwycięstwo przyszło w meczu 14. kolejki z Ikarem Legnica (3:1), a tydzień później wygraliśmy kolejny mecz z „akademikami” z Zielonej Góry (3:2). Z każdym kolejnym meczem na finiszu rozgrywek zaczęliśmy coraz lepiej grać i aż szkoda, że tak szybko się ten sezon skończył (śmiech). Zaczęliśmy mieć coraz większą frajdę z grania w siatkówkę jako drużyna, co przełożyło się udane zakończenie sezonu.

 

160299658 3662694083842011 9026788706829206546 n

 

Red. Wrócę pytaniem do środkowego etapu sezonu. W przegrywanych meczach było wiele setów przegrywanych w końcówkach, w których roztrwanialiście przewagę zbudowaną dobrą grą na początku partii. Gdzie widzisz przyczynę i czy można zrzucić to na brak doświadczenia w grze na poziomie II Ligi?

MB. Nasza gra w środkowym etapie sezonu faktycznie daleka była od stabilizacji. Przeplataliśmy lepsze momenty gry z kilkupunktowymi przestojami. Na pewno wpływ na to miało małe ogranie zespołu na tym poziomie rozgrywkowym, ponieważ graliśmy bardzo młodym składem. Młodemu zespołowi łatwo zdobyć kilka punktów przewagi, kiedy wyjdą 2-3 akcje i gra zespołu się nakręca. Bardziej doświadczeni rywale są w stanie ten moment przeczekać i następnie wygrać najważniejsze akcje, decydujące o losach seta. Niestety w kolejnych meczach, kiedy przegrywaliśmy końcówki setów ten scenariusz się powtarzał. Zespoły przeciwne nie koniecznie siatkarsko wygrywały tę walkę, ponieważ potrafiliśmy dać się wciągnąć w niepotrzebne zaczepki pod siatką i kolokwialnie mówiąc przestawaliśmy grać. W takich momentach wychodził też brak doświadczenia – takie rzeczy nie powinny na nas działać, a niestety działały. To co wyciągnąłem z tego sezonu to z pewnością to, żeby nie być prowodyrem takich sytuacji, bo na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki, kiedy wyszło to naszej drużynie na plus.

 

 144083468 3547385312039556 8770808645616772257 n

 

Red. Te wnioski zostały chyba wyciągnięte? W meczach fazy PlayOut z MKS Olavia Oława Wasza gra była stabilna. Volley wyglądał na parkiecie na pewniejszą drużynę, a to przecież rywale z Oławy posiadali dłuższy ligowy staż?

MB. To prawda. W meczach decydujących o utrzymaniu zagraliśmy bardzo dojrzale. Zaskoczyliśmy tym wiele osób, ponieważ w środowisku siatkarskim więcej było głosów stawianych na Olavię. Były to mecze o wysoką stawkę, a w nich teoretycznie przewagę powinien mieć bardziej doświadczony zespół. Wyszliśmy jednak na parkiet świadomi dobrego treningu, dyspozycji i przygotowania taktycznego. Grając równo wygraliśmy dwukrotnie po 3:1. Tak naprawdę na 8 rozegranych setów przytrafił nam się tylko jeden słabszy, w pierwszym sobotnim meczu. Wykonaliśmy swoje zadanie i mogliśmy odetchnąć po wywalczeniu utrzymania.

 

Red.  Dla Ciebie nie był to pierwszy sezon na parkietach II Ligi. Jeszcze w wieku juniorskim występowałeś na pozycji libero w barwach Gwardii Wrocław. Jak porównasz te sezony?

MB. Zakończone właśnie rozgrywki były dla mnie z pewnością sezonem, w którym się najwięcej nauczyłem. Czuję po sobie, że dojrzałem jako zawodnik. To też przez to, że nic tak nie uczy zawodnika jak przegrywanie. Grając w Gwardii też mieliśmy małe problemy na początku sezonu, ale później złapaliśmy swój rytm i zakończyliśmy rundę zasadniczą na drugim miejscu. To były zupełnie inne sezony. Ten w barwach Volleya był cięższy. Patrząc z perspektywy czasu uważam, ze taki sezon jak teraz jednak bardziej cieszy. Większą satysfakcję ma się z osiągnięcia celu, jeśli nie przychodzi ono łatwo. Pomimo dużych problemów wyszliśmy zwycięsko na koniec tego sezonu i możemy spokojnie planować przyszłość.

Trudno porównać ze sobą sezony grane na pozycji libero i na przyjęciu, gdzie poza rolą defensywną ma się wpływ na ofensywne poczynania zespołu. Patrząc na II Ligę z czasów moich występów w Gwardii to była ona bardziej spolaryzowana. Były 2-3 zespoły znacząco lepsze od reszty stawki. Teraz liga jest bardziej wyrównana, chociaż czołówka ligi również się wyraźnie odznacza.

 

Red. Wspomniałeś o przyszłości, więc zapytam o najbliższą przyszłość. Jakie są twoje plany na przerwę między sezonami?

MB. Moje plany na okres posezonowy są od lat niezmienne. Stawiam wtedy na siatkówkę plażową. Jak tylko pogoda pozwoli to zacznę grać na plaży i będę trenować dopóki nie rozpoczną się przygotowania do sezonu halowego. Grę w siatkówkę plażową traktuję poważnie i uważam, że jest fajnym łącznikiem między sezonem plażowym i halowym. Wiem, że gdybym nie trenował na piachu to byłoby mi ciężko zacząć sezon od zera na hali. Liczę, że już wkrótce zrobi się cieplej i będzie można zacząć regularne trenowanie na piasku.

 

160560846 3662697683841651 4096713064454741489 n

 

Red. Zakończony sezon był na pewno wyjątkowy patrząc na trudności jakie spotykały sportowców. Jak ograniczenia pandemiczne wpływały na Waszą grę, funkcjonowanie zespołu?

MB. W naszym przypadku główną konsekwencją obostrzeń związanych z COVID-19 była konieczność rozgrywania spotkań przy pustych trybunach. Zostaliśmy pozbawieni dużego atutu jakim było wsparcie naszych kibiców. Poprzedni sezon był zupełnie inny pod tym względem. Rozgrywaliśmy swoje mecze w hali CSiR przy licznej publiczności i jej głośnym wsparciu. Kibice byli naszym „siódmym zawodnikiem”. W tym sezonie bardzo mi tego brakowało. Granie przy pustych trybunach nie jest łatwe i dużo czasu nam zajęło, żeby się do tego przyzwyczaić. W momencie kiedy nie ma na hali kibiców to atut własnej hali ma mniejsze znaczenie. Brakuje przewagi mentalnej jaką daje głośne wsparcie fanów. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie wspólnie z nimi będziemy mogli cieszyć się meczami. Bardzo na to liczę, bo wtedy zupełnie inaczej się gra.

 

Red. Pomimo braku możliwości fizycznej obecności na meczach, kibice Volleya byli z Wami. To za sprawą transmisji, które cieszyły się dużą popularnością. Czy dostawałeś jakiś odzew od kibiców/znajomych po meczach?

MB. Oczywiście. Wielu moich znajomych oglądało transmisje i wyrażało się o nich pozytywnie. Transmisje przypadły naszym kibicom do gustu. Poza aspektem przekazu video, dochodzi kwestia komentatorów, którzy doskonale orientują się w życiu naszej drużyny i ogólnie w drugoligowej rywalizacji. Kibice mogli więc usłyszeć wiele ciekawostek i w ten sposób być bliżej drużyny. Sami jako zawodnicy też wracaliśmy do transmisji po meczach i czasami można było czegoś ciekawego dowiedzieć się na swój temat (śmiech). Mówiąc poważnie, to w tym sezonie transmisje z meczów były jedyną formą naszej łączności z kibicami. Zainteresowanie jakim cieszyły się profesjonalnie prowadzone relacje z meczów każe zastanowić się nad prowadzeniem ich również w przyszłym sezonie, gdy kibice będą mogli już powrócić na trybuny. Często zdarza się, że jacyś kibice nie mogą pojawić się na meczu i taka forma jego zobaczenia byłaby dla nich z pewnością świetną opcją.

 

Red. Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę udanego wypoczynku w okresie między sezonami i sukcesów w plażowej odmianie siatkówki … A później wielu zwycięstw w kolejnym sezonie!

Fot. Tomasz Pawlicki Fotografia Sportowa

Debiutancki sezon w II Lidze Siatkówki Mężczyzn już za zawodnikami IM Faurecia Volley Jelcz-Laskowice. „Jelczańskie Lwy” stanęły na wysokości zadania i wywalczyły utrzymanie w rozgrywkach na przyszły sezon. Czy z tego sezonu można było wydusić więcej? W cyklu posezonowych reminiscencji poznacie opinie na ten, jak i  na wiele innych tematów, członków naszego klubu. Dziś przedstawiamy wywiad z prezesem TS „Volley” Jelcz-Laskowice Piotrem Piechotą.

 

144063381 3547380475373373 3531875097342249443 n

 

Red. Rozmowę z Prezesem klubu rozpocznę od spraw organizacyjnych. Przed sezonem sytuacja nie wyglądała z Waszej perspektywy zbyt ciekawie – przystępowaliście do rywalizacji w II Lidze ze znacznie bardziej renomowanymi, doświadczonymi drużynami. Nie jest tajemnicą, że Wasi rywale dysponowali też większymi budżetami. Czy mimo tego od początku wierzyliście w utrzymanie się w rozgrywkach?

Piotr Piechota Przystępowaliśmy do pierwszego drugoligowego sezonu w historii klubu świadomi, że nie będzie łatwo zarówno w aspekcie organizacyjnym, jak i sportowym. Dodatkowo sytuacja pandemiczna nie ułatwiała znalezienia nowych partnerów i sponsorów. Na szczęście nasi dotychczasowi partnerzy okazali się bardzo lojalni i mimo trudnego okresu dalej grali z nami po jednej stronie siatki. Z roku na rok możemy też liczyć na coraz większe wsparcie ze strony Urzędu Miasta i Gminy Jelcz-Laskowice, na co pracujemy sukcesami osiąganymi na polu rozgrywek seniorskich oraz rozgrywek młodzieżowych. Dzięki wspólnemu wsparciu ze strony Miasta jak i sponsorów, możemy ciągle rozwijać naszą działalność. Nie zmienia to faktu, że w grupie IV rozgrywek II Ligi przyszło nam rywalizować z drużynami o znacznie większych budżetach. Pokazaliśmy jednak w rywalizacji decydującej o utrzymaniu, że pieniądze w sporcie mogą pomagać, natomiast na samym parkiecie one nie grają. Okazaliśmy się lepsi w rywalizacji PlayOut od drużyny Olavii Oława, mogącej liczyć na wsparcie w postaci stypendiów z miejskiego budżetu, co jest bardzo wydatnym wsparciem.

 

144158293 3547380035373417 4048110454029006953 n

 

Red.  Czyli udowodniliście, że ambicją i ciężką pracę można zniwelować różnice finansowe, organizacyjne dzielące Was od innych klubów?

PP. Można pokusić się o takie stwierdzenie. Muszę jednak mocno zaznaczyć, że próbując wcześniej od 3 sezonów awansować do rozgrywek II Ligi funkcjonowaliśmy na podobnym lub wyższym poziomie organizacyjnym niż niektóre zespoły drugoligowe. Mówię tu o warunkach treningowych w hali Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice, posiadanym sztabie szkoleniowym i odpowiednim podejściu do treningów, świadomości zawodników i trenerów. Zbudowaliśmy ambitny zespół, bardzo rzetelnie pracujący na treningach, który wytrwale i konsekwentnie dążył do realizacji celu. A sezon był trudny i aby finalnie utrzymać się w rozgrywkach musieliśmy przebyć długą i wyboistą drogę.

 

149893607 3583942175050536 6634530011955396917 n

 

Red. Czego więc nauczył Ciebie sezon w II Lidze jako prezesa? Czy zyskałeś jakieś nowe doświadczenie? Czy zobaczyłeś coś co chciałbyś zaimplementować do funkcjonowania TS Volley?

PP. W minionym sezonie było kilka bardzo trudnych momentów i ciężkich decyzji do podjęcia. Ich skutki okazywały się wielowymiarowe. Zobaczyłem jak istotną kwestią jest konsekwencja w działaniu. Funkcjonowanie w realiach II Ligi pociąga za sobą konieczność bardzo wielu działań. Konieczne jest więc działanie jako zespół i zaangażowanie w funkcjonowanie klubu wielu osób. Korzystając z okazji chciałbym bardzo podziękować osobom tworzącym nasz klub i aktywnie w nim działającym. Ich wsparcie i pomoc w tym sezonie były bardzo cenne.

Jeśli chodzi o podpatrywanie pewnych rozwiązań u innych zespołów, odpowiem, że oczywiście patrzyliśmy jak funkcjonują kluby od lat grające w tej lidze. W przypadku klubów z czołówki tabeli takich jak Chrobry Głogów czy Astra Nowa Sól budzi to moje duże uznanie. Uważam jednak, że sztywne kopiowanie pewnych wzorców organizacyjnych nie jest dobrą drogą. Obserwacja i wyciąganie wniosków dotyczących sposobu funkcjonowania innych drużyn są natomiast jednymi z „narzędzi analitycznych” przy podejmowaniu decyzji. Od kilku lat wznosimy działalność Volleya na coraz wyższy poziom idąc własną drogą i konsekwentnie podnosząc sobie samym poprzeczkę. Jako przykład przytoczę sposób dostosowania się naszego klubu do pandemicznej rzeczywistości. Standard realizacji transmisji z domowych meczów z udziałem komentatorów był czymś czym początkowo wyróżnialiśmy się w lidze, a co później naśladowały inne zespoły.

 

Red. Wspomniałeś o ograniczeniach związanych z pandemią. Jaki był ich wpływ na organizację życia drużyny i meczów w dobie pandemii?

PP. Sezon był bardzo specyficzny. Znacznie mocniej niż ja odczuli to sami zawodnicy, dla których rozgrywanie spotkań przy pustych trybunach było czymś nowym. Myślę, że szczególnie doskwierało to naszemu zespołowi, gdyż w poprzednich sezonach graliśmy wspierani przez liczną grupę kibiców, głośno i żywiołowo dopingujących siatkarzy. Odpowiadając ściśle na pytanie, muszę stwierdzić, że w sferze organizacyjnej meczów niewiele się w przypadku naszego klubu zmieniło. Dodatkową czynnością było prowadzenie transmisji live. Chcieliśmy, żeby nasi kibice mogli na bieżąco śledzić historyczny, debiutancki sezon w II Lidze. Chcieliśmy również zapewnić eskpozycję materiałów promocyjnych naszym sponsorom, zgodnie z podpisanymi przed sezonem umowami, a robienie tego poprzez transmisję było dobrym rozwiązaniem. Za prowadzenie transmisji odpowiedzialni byli zawodnicy naszego klubu, którzy komentując mecze często dostarczali kibicom nieznane ciekawostki i anegdoty z życia „Jelczańskich Lwów” oraz szczegółowe informacje o naszych rywalach, co wymagało dobrego przygotowania do takiej transmisji. Ten pomysł był strzałem w dziesiątkę i spotkał się ze świetnym odbiorem ze strony fanów. Będziemy musieli mocno zastanowić  się nad prowadzeniem  transmisji już po powrocie kibiców na trybuny.

 

160082132 1594548067401586 8873537001164721139 n

 

Red. No właśnie. Kiedy według Ciebie to nastąpi?

PP. Mamy nadzieję, że przyszły sezon rozpoczniemy z kibicami na trybunach. Byłoby to dla nas dużym wsparciem. Być może nie od razu przepisy pozwolą na 100% kibiców na trybunach, ale nawet część fanów na hali stworzy atmosferę meczowego święta. Powrót kibiców na sale jest dla nas ważny, ponieważ we wrześniu impreza jakiej w naszym mieście jeszcze nie było. W hali CSiR w dniach 24-26 września odbędzie się Międzynarodowy Turniej Tauron Giganci Siatkówki. Do Jelcza-Laskowic przyjadą najlepsze drużyny z Polski i Turcji ( 2 polskie i 2 tureckie). Mogę zdradzić, że w turnieju zagrają 2 drużyny, które kilka dni temu grały o miejsca medalowe w Pluslidze rozgrywając mecze o złoty i brązowy medal Mistrzostw Polski. Zapowiadają się wielkie emocje i już teraz oczyma wyobraźni widzę komplet publiczności w hali CSiR. Mam nadzieję, że te marzenia się spełnią ? Transmisje z turnieju przeprowadzi telewizja PolsatSport, więc mamy pewność, że wydarzenie odbije się szerokim echem. Natomiast taki turniej jak Giganci Siatkówki bez kibiców na trybunach to nie byłoby to samo … Liczę na to, że do września sytuacja związana z pandemią poprawi się, na tyle, że będziemy mogli się spotkać w hali CSiR.

 

Red. Organizacja Turnieju Tauron Giganci Siatkówki to rzeczywiście wielkie siatkarskie wydarzenie. Widzisz w niej szanse na rozwój siatkówki w naszym mieście?

PP. Z pewnością. Turniej będzie wielką promocją siatkówki. Kibice w hali Centrum Sportu i Rekreacji zobaczą największe gwiazdy siatkówki. Do Jelcza-Laskowic przyjadą, więc medaliści Mistrzostw Polski, reprezenanci Polski, więc jest spora szansa, że zobaczymy u nas kilku zawodników z druzyny Mistrzów Świata. Wszystkich szczegółów na razie nie mogę zdradzić, lecz jedno jest pewne. Początek września w naszym mieście uplynie pod znakiem siatkarskich emocji. Oprócz Gigantów Siatkówki czeka nas start rozgrywek II Ligi Siatkowki Mężczyzn, a w tej kwestii mogę również powiedzieć, że będzie bardzo ciekawie, a szczegółów nasi kibice dowiedzą się w najbliższych tygodniach. 

Wspominając o Gigantach Siatkówki chcę serdecznie podziękować osobom, które przyczyniły się do realizacji turnieju właśnie w naszym mieście. Są to przede wszystkim organizator i pomysłodawca Turnieju Gigantów Siatkówki Pan Wojciech Rozdolski, władze Miasta i Gminy Jelcz-Laskowice w osobach Pana Burmistrza Bogdana Szczęśniaka i Pana Burmistrza Marka Szponara oraz gospodarz obiektu, Prezes M-GCSiR Jelcz-Laskowice Pan Krzysztof Konopka. Liczę, że tak głośne wydarzenie odbije się szerokim echem i przyczyni się do jeszcze wiekszego zainteresowania siatkówką w naszej miejscowości.

 

130411048 3410564265721662 2259179566493187029 n

 

Red. Naszą rozmowę zakończymy wybiegnięciem w przyszłość, i to bardziej odległą niż kolejny sezon? Jakie są cele klubu na najbliższe lata … i jakie są szanse na ich realizację?

PP. Cieszę się, że po pierwszym sezonie nasza przygoda się nie skończyła, czy też nie przerwała. Do budowy zespołu na kolejny sezon przystąpimy już z zupełnie innego poziomu niż przed rokiem. Aktualnie nad tym mocno pracujemy, a już wkrótce na światło dzienne wyjdą pierwsze decyzje personalne. Teraz mogę powiedzieć tylko tyle, że będzie ciekawie i o IM Faurecia Volley powinno być w kolejnych tygodniach głośno? Po pierwszym sezonie spędzonym w rozgrywkach II Ligi rozpoznawalność IM Faurecia Volley znacząco wzrosła. Objawia się to zainteresowaniem grą w naszym klubie wielu zawodników występujących wcześniej na poziomie II Ligi … lub nawet wyższym. Bardzo mnie to cieszy, ale jest jeden minus – telefon prezesa w ostatnich dniach nie przestaje dzwonić i naprawdę ciężko się ze mną skontaktować (śmiech).

Co do długofalowych planów jesteśmy świadomi w jakim miejscu się znajdujemy.  Postawiliśmy pierwsze kroki na drugoligowym gruncie i szykujemy się, żeby kolejne kroki przybliżały nas do ligowej czołówki. Liczę, że dalszy rozwój współpracy z Urzędem Miasta i Gminy oraz z naszymi sponsorami i partnerami pozwoli na dalszy dynamiczny, ale przede wszystkim stabilny co jest niezmiernie istotne w trudnych czasach pandemii, rozwój naszego klubu.

 

Red. Dziękuję za uwagę i życzę wielu sukcesów!

Debiutancki sezon w II Lidze Siatkówki Mężczyzn już za zawodnikami IM Faurecia Volley Jelcz-Laskowice. „Jelczańskie Lwy” stanęły na wysokości zadania i wywalczyły utrzymanie w rozgrywkach na przyszły sezon. Czy z tego sezonu można było wydusić więcej? W cyklu posezonowych reminiscencji poznacie opinie na ten, jak i  na wiele innych tematów, członków naszego klubu. Dziś przedstawiamy wywiad z trenerem Krzysztofem Pilawą.

 

160508613 3662693037175449 554535153565963102 n

 

Red. W ubiegłym sezonie awansowaliście z III do II Ligi. Jak względem przedsezonowych oczekiwań oceniasz debiutancki sezon w rozgrywkach II Ligi Siatkówki Mężczyzn?

Krzysztof Pilawa Przed sezonem zakładaliśmy jako główny cel utrzymanie w rozgrywkach. Oczywiście były też bardziej optymistyczne warianty przedsezonowych założeń, jednak liczyliśmy się z tym, że wyższy poziom rozgrywkowy może je szybko zweryfikować. Wiedzieliśmy, że zapewnienie sobie utrzymania nie będzie zadaniem łatwym , ponieważ z grona 10 zespołów w naszej grupie rozgrywek II Ligi dwa zespoły miały spaść na niższy szczebel rozgrywkowy. Oczywiście chcieliśmy wygrać jak największą ilość spotkać, ale finalnie osiągnięcie utrzymania w rozgrywkach na kolejny sezon uważam za spełnienie powierzonego zadania, biorąc pod uwagę poziom innych drużyn w lidze. Fakt, że dysponowaliśmy znacznie skromniejszym budżetem też nie ułatwiał nam zadania.

 

Red. W sezonie bywało różnie z odnoszeniem zwycięstw. Od początku sezonu było wiadomo, że ostatecznie o kwestii utrzymania w rozgrywkach zdecyduje bezpośrednia rywalizacja PlayOut i ona będzie decydująca. Czy po serii przegranych spotkań w sezonie zasadniczym miał trener wątpliwości, momenty zwątpienia co finalnego, pomyślnego dla Volleya, rozstrzygnięcia sezonu?

KP. Wiedzieliśmy, że przez sporą część sezonu nie mogliśmy występować z różnych przyczyn losowych w najmocniejszym zestawieniu personalnym. Wynikało to z przekładania spotkań z uwagi na sytuacje związane z przypadkami zachorowań na COVID-19 lub przypadkami kwarantanny u zawodników w naszej lub przeciwnych drużynach. Nie omijały nas także urazy i inne sytuacje losowe. Liczyliśmy, że w końcówce to się odmieni i tak się na szczęście stało. Oczywiście kilka porażek z rzędu się nam przytrafiło, ale wyciągaliśmy z tego wnioski, a w najważniejszym momencie sezonu stanęliśmy na wysokości zadania.

 

Red.  Seria porażek rzeczywiście się przytrafiła, ale nie były to przysłowiowe mecze do jednej bramki – przywołując piłkarskie porzekadło. Te mecze nie były jednak tak jednostronne jak mogłyby  wskazywać wyniki.

KP. Ogólny bilans rundy zasadniczej to 4 zwycięstwa w 18 meczach – nie wygląda to zbyt dobrze patrząc na proporcje matematyczne. Jednak w większości tych spotkań mieliśmy swoje szanse na zdobycie seta, punktu czy nawet ostateczne zwycięstwo. Wspomnę tylko przegrany mecz domowy z MKS Olavia Oława, kiedy prowadziliśmy 2:0 i mieliśmy piłkę meczową przy stanie 26:25. Prowadziliśmy tez kilkukrotnie ze znacznie wyżej notowanymi rywalami przewagą kilku punktów, ale w końcówkach zaprzepaszczaliśmy swoje szanse. W fazie zasadniczej często przeplataliśmy momenty równej dobrej gry, z prozaicznymi błędami i długimi przestojami w grze. Zdobywaliśmy, jako bardzo młody zespół, jednak cenne doświadczenie i w fazie PlayOut zagraliśmy równą, solidną siatkówkę, popełniając znikomą ilość błędów własnych. Pokazuje to, że trakcie sezonu zrobiliśmy spory postęp i w trakcie rozgrywek ten zespół dojrzał.

 

160560699 3662694060508680 3629187886941390472 n

 

Red. Zespól dojrzał, ale trzeba mieć na uwadze, że kończył sezon w innym składzie personalnym niż go zaczynał. Jaki był wpływ zmian kadrowych na grę zespołu?

KP. Wyniki jasno wskazują, że dołączenie do zespołu w trakcie trwania rozgrywek Michała Cymermana, Pawła Malickiego i Patryka Nowaka były nam potrzebne. Każdy z tych zawodników wniósł pozytywy do gry zespołu, ale trzeba pamiętać, że siatkówka to sport zespołowy. Trenerowi jednak łatwiej prowadzić zespół mając doświadczenie takich zawodników jak Michał i Paweł, którzy mają za sobą występy na poziomie I Ligi. Bardzo istotne były także zmiany wewnętrzne , takie jak przestawienie Maćka Cierniaka z pozycji przyjmującego na pozycję atakującego, który w końcówce sezonu był bardzo jasną postacią naszej drużyny.

 

Red. Rozmawialiśmy o tym co było w rundzie zasadniczej. Kluczowym momentem sezonu była jednak derbowa rywalizacja PlayOut z zespołem MKS Olavia Oława. Czy przed tymi meczami Trener był pewny utrzymania. Kto był faworytem tego starcia? – po sezonie może Trener to zupełnie szczerze powiedzieć (śmiech)

KP. Wiadomo, że taka rywalizacja ma bardzo duży ciężar gatunkowy. A patrząc tylko na siatkarskie metryki zespół z Oławy był dużo bardziej doświadczony. Niczym jednak nas w tych meczach nie zaskoczył. Świetną pracę analityczną wykonał u nas Michał Cymerman, który bardzo dokładnie przeanalizował mecze naszych rywali i nasi zawodnicy wyszli na parkiet dobrze przygotowani, zarówno fizycznie jak i merytorycznie.

 

Red. Początek rywalizacji , czyli pierwszy set pierwszego meczu, mógł wskazywać jednak na co innego …

KP. Zawodnicy Olavii grający na własnym parkiecie zaczęli pierwszy mecz bardzo dobrze i pewnie wygrali pierwszą partię. Od następnego seta zaczęliśmy krok po kroku wykonywać jednak przedmeczowe założenia. Graliśmy równo i skutecznie. Funkcjonowały wszystkie elementy siatkarskiego rzemiosła. Trzymaliśmy wysoki poziom w przyjęciu, co przekładało się na skuteczność w ataku. Dokładaliśmy ważne punkty skutecznymi blokami oraz mądrze graliśmy zadaniową zagrywką. Spoto piłek podbijaliśmy, znając ulubione kierunki ataków zawodników z Oławy. Zaprowadziło nas do 2 zwycięstw po 3:1.

 

Red.  W naszym wywiadzie musza pojawić się niewygodne pytania ? Czy biorąc pod uwagę cały sezon trener wyróżniłby indywidualnie któregoś ze swoich zawodników?

KP. Nie jest to komfortowe pytanie dla trenera. Jestem wdzięczny zawodnikom za ich wkład w realizację zadania i utrzymanie się w rozgrywkach. Osiągnęliśmy to jako drużyna i każdy dołożył do tego swoją cegiełkę. Wyróżnić chciałbym pełniącego funkcję kapitana Marcina Bielę. Oparcie w kapitanie drużyny jest dla trenera bardzo istotne, a ja na taką współpracę mogłem liczyć. Podobnie jak na duże wsparcie analityczne Michała Cymermana, posiadającego bardzo duże doświadczenie i znajomość zespołów i zawodników w II Lidze.

 

160964232 3665434433567976 107517537898313354 n

 

Red. Skoro trener sobie dobrze z tym pytaniem poradził to teraz kolejna trudność. Zapytam oczywiście o kwestie meczu, którego de facto nie było. Jak trener go ocenia?

KP. Przepisy PZPS (organizatora rozgrywek II Ligi) jasno określały sposób traktowania w takich sytuacjach, czyli problemach drużyn z zachorowaniami na COVID-19. W fazie PlayOff i PlayOut był on inny niż w rundzie zasadniczej. Związek wziął pod uwagę przy konstrukcji regulaminu rozgrywek fakt, że okres trwania sezonu, a w związku z tym okres kontraktów wiążących zawodników z klubem jest ściśle określony, a przedłużanie go ściągałoby na kluby i zawodników wiele konsekwencji. Przyznanie welkowera w postaci zwycięstwa 3:0 w trzecim meczu odbyło się więc w oparciu o obowiązujące przepisy i nie widzę w tym zbyt wiele kontrowersyjnego.

 

Red. Ostatnie pytanie dotyczyć będzie przyszłości? Czy trener może uchylić rąbka tajemnicy w tej kwestii?

KP. Znacznie bardziej odpowiednie do uchylania tajemnicy byłyby władze klubu. Ze swojej strony mogę zdradzić, że zanosi się na to, że będę częścią sztabu szkoleniowego w przyszłym sezonie. Jeśli tak się stanie to dołożę wszelkich starań do realizacji celu sportowego, który zostanie nam postawiony. Jaki on będzie? Na pewno ambitny … Po utrzymaniu się w rozgrywkach, w kolejnym sezonie czas na cos więcej …

Red. Na to liczymy! :) Bardzo dziękuję za rozmowę.  

Fot. Tomasz Pawlicki Fotografia Sportowa

Partner techniczny

kempa kasten neg RGB

Nasi partnerzy

pasek sponsorow2020