Debiutancki sezon w II Lidze Siatkówki Mężczyzn już za zawodnikami IM Faurecia Volley Jelcz-Laskowice. „Jelczańskie Lwy” stanęły na wysokości zadania i wywalczyły utrzymanie w rozgrywkach na przyszły sezon. Czy z tego sezonu można było wydusić więcej? W cyklu posezonowych reminiscencji poznacie opinie na ten, jak i  na wiele innych tematów, członków naszego klubu. Dziś przedstawiamy wywiad z kapitanem drużyny IM Faurecia Volley Marcinem Bielą.

 

144042778 3547388005372620 5885236471808363104 n

 

Red.  Debiutancki sezon IM Faurecia Volley w rozgrywkach był jednocześnie Twoim drugim sezonem w barwach naszego klubu. Przed sezonem zostałeś obdarzony zaufaniem w postaci kapitańskiej belki na koszulce. Czy czułeś jej ciężar podczas rozgrywek i czy miałeś obawy z tym związane przed startem sezonu?

Marcin Biela  W mojej siatkarskiej przygodzie już wcześniej pełniłem rolę kapitana, ale objęcie funkcji kapitana zespołu w historycznym debiutanckim sezonie było dla mnie szczególnym i bardzo ciekawym doświadczeniem.  Mogę podziękować, za okazane mi zaufanie i nominację do funkcji kapitana. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłem. Odnośnie ciężaru kapitańskiej belki chcę powiedzieć, że występując jako kapitan oczywiście czuje się odpowiedzialność. Było to dla mnie wyzwaniem, ale się go nie bałem. Uważam, że kapitan z racji sprawowanej funkcji nie powinien posiadać obaw, gdyż jego rolą jest stanowienie  punktu oparcia dla kolegów z zespołu i trenerów. I tak też starałem się w roli kapitana realizować.

 

Red.  Przejdźmy do oceny przebiegu sezonu. Możemy chyba podzielić go na 3 etapy: obiecujący początek, serię przegranych spotkań i progres w końcówce sezonu, który zaowocował utrzymaniem w II Lidze. Czy zgodzisz się z takim podziałem?

MB. Patrząc tylko i wyłącznie na suche, końcowe wyniki spotkań można takiego podziału dokonać. Taka ocena sezonu jest jednak mocno schematyczna i nie oddaje wielu zdarzeń, które nam się przytrafiły, takie jak liczne kontuzje czy konieczność przebywania na kwarantannie. Sezon rozpoczęliśmy dobrze jak na beniaminka rozgrywek. Wygrana z drużyną z Zielonej Góry (3:2) oraz urwany punkt Sobieskiemu Żagań (2:3) napawały optymizmem. W tym drugim meczu sprawiliśmy niespodziankę – siatkarze z Żagania za tydzień będą walczyć o awans do I Ligi. Później przytrafiła nam się zadyszka, z którą musieliśmy sobie poradzić … a zajęło nam to niestety aż kilka kolejek ligowych. Był to bardzo trudny czas, bo nie potrafiliśmy wygrać przez 9 spotkań. W tym czasie rozegraliśmy lepsze i gorsze mecze. Momentami nasza gra wyglądał w tych spotkaniach dobrze, a wynik cały czas był negatywny i schodziliśmy z boiska przegrani. Potrzebowaliśmy może czasu, żeby jako młody zespół się zgrać. Potrzebowaliśmy może jednego lub dwóch wygranych setów, które by nas pchnęły dalej i wprowadziły na zwycięską ścieżkę. Zwycięstwo przyszło w meczu 14. kolejki z Ikarem Legnica (3:1), a tydzień później wygraliśmy kolejny mecz z „akademikami” z Zielonej Góry (3:2). Z każdym kolejnym meczem na finiszu rozgrywek zaczęliśmy coraz lepiej grać i aż szkoda, że tak szybko się ten sezon skończył (śmiech). Zaczęliśmy mieć coraz większą frajdę z grania w siatkówkę jako drużyna, co przełożyło się udane zakończenie sezonu.

 

160299658 3662694083842011 9026788706829206546 n

 

Red. Wrócę pytaniem do środkowego etapu sezonu. W przegrywanych meczach było wiele setów przegrywanych w końcówkach, w których roztrwanialiście przewagę zbudowaną dobrą grą na początku partii. Gdzie widzisz przyczynę i czy można zrzucić to na brak doświadczenia w grze na poziomie II Ligi?

MB. Nasza gra w środkowym etapie sezonu faktycznie daleka była od stabilizacji. Przeplataliśmy lepsze momenty gry z kilkupunktowymi przestojami. Na pewno wpływ na to miało małe ogranie zespołu na tym poziomie rozgrywkowym, ponieważ graliśmy bardzo młodym składem. Młodemu zespołowi łatwo zdobyć kilka punktów przewagi, kiedy wyjdą 2-3 akcje i gra zespołu się nakręca. Bardziej doświadczeni rywale są w stanie ten moment przeczekać i następnie wygrać najważniejsze akcje, decydujące o losach seta. Niestety w kolejnych meczach, kiedy przegrywaliśmy końcówki setów ten scenariusz się powtarzał. Zespoły przeciwne nie koniecznie siatkarsko wygrywały tę walkę, ponieważ potrafiliśmy dać się wciągnąć w niepotrzebne zaczepki pod siatką i kolokwialnie mówiąc przestawaliśmy grać. W takich momentach wychodził też brak doświadczenia – takie rzeczy nie powinny na nas działać, a niestety działały. To co wyciągnąłem z tego sezonu to z pewnością to, żeby nie być prowodyrem takich sytuacji, bo na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki, kiedy wyszło to naszej drużynie na plus.

 

 144083468 3547385312039556 8770808645616772257 n

 

Red. Te wnioski zostały chyba wyciągnięte? W meczach fazy PlayOut z MKS Olavia Oława Wasza gra była stabilna. Volley wyglądał na parkiecie na pewniejszą drużynę, a to przecież rywale z Oławy posiadali dłuższy ligowy staż?

MB. To prawda. W meczach decydujących o utrzymaniu zagraliśmy bardzo dojrzale. Zaskoczyliśmy tym wiele osób, ponieważ w środowisku siatkarskim więcej było głosów stawianych na Olavię. Były to mecze o wysoką stawkę, a w nich teoretycznie przewagę powinien mieć bardziej doświadczony zespół. Wyszliśmy jednak na parkiet świadomi dobrego treningu, dyspozycji i przygotowania taktycznego. Grając równo wygraliśmy dwukrotnie po 3:1. Tak naprawdę na 8 rozegranych setów przytrafił nam się tylko jeden słabszy, w pierwszym sobotnim meczu. Wykonaliśmy swoje zadanie i mogliśmy odetchnąć po wywalczeniu utrzymania.

 

Red.  Dla Ciebie nie był to pierwszy sezon na parkietach II Ligi. Jeszcze w wieku juniorskim występowałeś na pozycji libero w barwach Gwardii Wrocław. Jak porównasz te sezony?

MB. Zakończone właśnie rozgrywki były dla mnie z pewnością sezonem, w którym się najwięcej nauczyłem. Czuję po sobie, że dojrzałem jako zawodnik. To też przez to, że nic tak nie uczy zawodnika jak przegrywanie. Grając w Gwardii też mieliśmy małe problemy na początku sezonu, ale później złapaliśmy swój rytm i zakończyliśmy rundę zasadniczą na drugim miejscu. To były zupełnie inne sezony. Ten w barwach Volleya był cięższy. Patrząc z perspektywy czasu uważam, ze taki sezon jak teraz jednak bardziej cieszy. Większą satysfakcję ma się z osiągnięcia celu, jeśli nie przychodzi ono łatwo. Pomimo dużych problemów wyszliśmy zwycięsko na koniec tego sezonu i możemy spokojnie planować przyszłość.

Trudno porównać ze sobą sezony grane na pozycji libero i na przyjęciu, gdzie poza rolą defensywną ma się wpływ na ofensywne poczynania zespołu. Patrząc na II Ligę z czasów moich występów w Gwardii to była ona bardziej spolaryzowana. Były 2-3 zespoły znacząco lepsze od reszty stawki. Teraz liga jest bardziej wyrównana, chociaż czołówka ligi również się wyraźnie odznacza.

 

Red. Wspomniałeś o przyszłości, więc zapytam o najbliższą przyszłość. Jakie są twoje plany na przerwę między sezonami?

MB. Moje plany na okres posezonowy są od lat niezmienne. Stawiam wtedy na siatkówkę plażową. Jak tylko pogoda pozwoli to zacznę grać na plaży i będę trenować dopóki nie rozpoczną się przygotowania do sezonu halowego. Grę w siatkówkę plażową traktuję poważnie i uważam, że jest fajnym łącznikiem między sezonem plażowym i halowym. Wiem, że gdybym nie trenował na piachu to byłoby mi ciężko zacząć sezon od zera na hali. Liczę, że już wkrótce zrobi się cieplej i będzie można zacząć regularne trenowanie na piasku.

 

160560846 3662697683841651 4096713064454741489 n

 

Red. Zakończony sezon był na pewno wyjątkowy patrząc na trudności jakie spotykały sportowców. Jak ograniczenia pandemiczne wpływały na Waszą grę, funkcjonowanie zespołu?

MB. W naszym przypadku główną konsekwencją obostrzeń związanych z COVID-19 była konieczność rozgrywania spotkań przy pustych trybunach. Zostaliśmy pozbawieni dużego atutu jakim było wsparcie naszych kibiców. Poprzedni sezon był zupełnie inny pod tym względem. Rozgrywaliśmy swoje mecze w hali CSiR przy licznej publiczności i jej głośnym wsparciu. Kibice byli naszym „siódmym zawodnikiem”. W tym sezonie bardzo mi tego brakowało. Granie przy pustych trybunach nie jest łatwe i dużo czasu nam zajęło, żeby się do tego przyzwyczaić. W momencie kiedy nie ma na hali kibiców to atut własnej hali ma mniejsze znaczenie. Brakuje przewagi mentalnej jaką daje głośne wsparcie fanów. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie wspólnie z nimi będziemy mogli cieszyć się meczami. Bardzo na to liczę, bo wtedy zupełnie inaczej się gra.

 

Red. Pomimo braku możliwości fizycznej obecności na meczach, kibice Volleya byli z Wami. To za sprawą transmisji, które cieszyły się dużą popularnością. Czy dostawałeś jakiś odzew od kibiców/znajomych po meczach?

MB. Oczywiście. Wielu moich znajomych oglądało transmisje i wyrażało się o nich pozytywnie. Transmisje przypadły naszym kibicom do gustu. Poza aspektem przekazu video, dochodzi kwestia komentatorów, którzy doskonale orientują się w życiu naszej drużyny i ogólnie w drugoligowej rywalizacji. Kibice mogli więc usłyszeć wiele ciekawostek i w ten sposób być bliżej drużyny. Sami jako zawodnicy też wracaliśmy do transmisji po meczach i czasami można było czegoś ciekawego dowiedzieć się na swój temat (śmiech). Mówiąc poważnie, to w tym sezonie transmisje z meczów były jedyną formą naszej łączności z kibicami. Zainteresowanie jakim cieszyły się profesjonalnie prowadzone relacje z meczów każe zastanowić się nad prowadzeniem ich również w przyszłym sezonie, gdy kibice będą mogli już powrócić na trybuny. Często zdarza się, że jacyś kibice nie mogą pojawić się na meczu i taka forma jego zobaczenia byłaby dla nich z pewnością świetną opcją.

 

Red. Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę udanego wypoczynku w okresie między sezonami i sukcesów w plażowej odmianie siatkówki … A później wielu zwycięstw w kolejnym sezonie!

Fot. Tomasz Pawlicki Fotografia Sportowa

Partner techniczny

kempa kasten neg RGB

Nasi partnerzy

pasek sponsorow2020